Kilka naszych refleksji o świecie, przyrodzie i nas samych

Im człowiek jest starszy, tym częściej zdarza mu się chyba patrzeć na świat trochę inaczej.
Nie tylko na to, co wydarzy się jutro, co trzeba kupić, zrobić czy załatwić.
Czasami człowiek zatrzymuje się na chwilę i zaczyna patrzeć szerzej.
Na ludzi.
Na przyrodę.
Na świat, który stworzyliśmy.
I wtedy przychodzą pytania.
Z Krysią coraz częściej takie pytania sobie zadajemy.
Nie dlatego, że znamy na nie odpowiedzi.
Właśnie dlatego, że ich nie znamy.
Coś tutaj chyba nie gra
Jesteśmy podobno najbardziej rozwiniętym gatunkiem na Ziemi.
Potrafimy budować miasta, latać w kosmos, tworzyć komputery, leczyć choroby i w ciągu kilku sekund rozmawiać z człowiekiem znajdującym się na drugim końcu świata.
Potrafimy rzeczy, które jeszcze kilkaset lat temu wyglądałyby jak magia.
A jednocześnie ciągle nie nauczyliśmy się jednej, wydawałoby się znacznie prostszej rzeczy.
Żyć ze sobą.
Wciąż walczymy o terytorium, pieniądze, wpływy, władzę.
Chcemy posiadać więcej.
Produkować więcej.
Zarabiać więcej.
Mieć więcej.
I czasami zastanawiam się:
Po co?
Przecież każdy z nas przychodzi na ten świat z pustymi rękami i dokładnie tak samo z niego odchodzi.
A pomiędzy jednym a drugim potrafimy poświęcić ogromną część życia na gromadzenie rzeczy, których często nawet nie potrzebujemy.
Tworzymy systemy, a później sami je psujemy
Przez wieki wymyślaliśmy różne sposoby organizowania społeczeństw.
Demokracje, monarchie, socjalizm, komunizm, kapitalizm i wiele innych.
Każdy z tych systemów miał swoje idee, założenia i obietnice.
A później pojawiał się w nich człowiek.
I razem z nim jego ambicja, potrzeba władzy, pieniądze, interesy i chęć zachowania zdobytej pozycji.
Czasami obserwujemy z Krysią ludzi, którzy wchodzą do polityki czy życia publicznego z pięknymi hasłami.
Chcą coś zmienić.
Chcą reprezentować innych.
Chcą walczyć o ważne sprawy.
A później mijają lata i można odnieść wrażenie, że najważniejsze staje się już nie to, po co tam przyszli, ale to, żeby tam pozostać.
Nie dotyczy to oczywiście każdego człowieka.
Ale mechanizm jest zastanawiający.
Jakby nasze własne interesy niezwykle łatwo przesłaniały nam to, co miało być ważniejsze.
A może chcemy po prostu za dużo?
Podobny mechanizm widzimy w naszym stosunku do planety.
Potrzebujemy drewna — wycinamy las.
Potrzebujemy energii — zmieniamy rzeki.
Potrzebujemy miejsca — zabieramy kolejne tereny przyrodzie.
Potrzebujemy żywności — produkujemy ją na coraz większą skalę.
Potrzebujemy rzeczy — więc produkujemy kolejne rzeczy.
A później potrzebujemy miejsca, żeby wyrzucić te, których już nie potrzebujemy.
Brzmi trochę absurdalnie.
A jednak tak wygląda duża część naszego współczesnego świata.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby człowiek przestał korzystać z zasobów Ziemi. Jesteśmy jej częścią i również musimy gdzieś mieszkać, coś jeść, ogrzewać domy i przemieszczać się.
Pytanie brzmi raczej:
Gdzie znajduje się granica między korzystaniem a zachłannością?
I czy potrafimy jeszcze tę granicę zauważyć?
Przyroda poradziłaby sobie bez nas
Bardzo lubimy z Krysią oglądać programy przyrodnicze.
I za każdym razem zadziwia mnie jedno.
Jak niesamowicie skomplikowany jest świat przyrody.
Jeden gatunek zależy od drugiego. Rośliny potrzebują owadów. Zwierzęta wpływają na roślinność. Drapieżniki regulują liczebność innych zwierząt. To, co umiera, staje się początkiem czegoś nowego.
Oczywiście przyroda nie jest krainą wiecznego spokoju.
Zwierzęta polują na siebie. Walczą o terytorium. Giną. Czasami przegrywają walkę o przetrwanie.
A jednak wszystko jest częścią większego systemu.
I czasami przychodzi nam do głowy dość niewygodna myśl:
Gdyby jutro zabrakło człowieka, przyroda prawdopodobnie nadal by sobie radziła.
A gdyby zabrakło przyrody?
My długo byśmy sobie nie poradzili.
Może więc warto od czasu do czasu przypomnieć sobie, kto tutaj naprawdę jest od kogo zależny.
Bali też dało nam trochę do myślenia
Niedawno wróciliśmy z Bali.
I oczywiście po dwóch tygodniach pobytu nie będziemy udawali, że poznaliśmy tamtejszych ludzi, ich problemy i sposób myślenia.
To byłoby zbyt łatwe.
Ale pewne rzeczy można zauważyć.
Inny rytm życia. Więcej codziennych rytuałów. Bliskość religii i przyrody. Ofiary składane każdego dnia. Kwiaty. Drzewa. Świątynie, które często wyglądają tak, jakby nie zostały postawione zamiast przyrody, ale razem z nią.
Nie znaczy to, że Balijczycy są lepsi od Europejczyków.
Nie znamy ich życia wystarczająco dobrze, żeby wydawać takie oceny.
Ale podróże mają jedną fantastyczną właściwość.
Pokazują, że można żyć inaczej.
I czasami dopiero daleko od domu zaczynamy zastanawiać się nad tym, co u siebie uznaliśmy już za całkowicie normalne.
A teraz będą kosmici 😂
Kiedyś trafiliśmy w internecie na dość niezwykłą teorię.
Według niej dawno temu na Ziemię mieli przybyć kosmici, którzy potrzebowali tutejszych minerałów.
Żeby je wydobywać, stworzyli więc sobie robotników.
Nas.
Mieliśmy pracować, zdobywać i wydobywać.
W pewnym momencie potrzebne surowce się skończyły, kosmici wsiedli do swoich pojazdów i odlecieli.
A robotników zostawili. 😂
Oczywiście nie mamy najmniejszego zamiaru przedstawiać tej historii jako wiedzy naukowej.
Ale czasami, kiedy patrzymy na naszą nieustającą potrzebę zdobywania, produkowania, gromadzenia i posiadania, żartujemy:
– Kurczę… może jednak coś w tym było? 😂
Bo nauczyliśmy się zdobywać.
Nauczyliśmy się produkować.
Nauczyliśmy się walczyć.
Nauczyliśmy się zmieniać świat według własnych potrzeb.
Tylko…
czy nauczyliśmy się żyć razem?

Nie wszystko, co możemy zrobić, musimy robić
Rozwój dał nam niewiarygodne możliwości.
I trudno byłoby z nich zrezygnować.
Sami korzystamy z samochodów, samolotów, telefonów, komputerów, internetu, medycyny i całego współczesnego świata.
Nie chcemy więc udawać, że stoimy gdzieś z boku i pouczamy innych.
Jesteśmy częścią dokładnie tego samego świata.
Ale być może właśnie dlatego warto czasami zapytać:
Czy naprawdę potrzebujemy wszystkiego, co produkujemy?
Czy każda nowa rzecz rzeczywiście poprawia nasze życie?
Czy jedzenie musi być coraz tańsze, szybsze i bardziej przetworzone?
Czy każdą możliwość techniczną musimy wykorzystywać tylko dlatego, że ją mamy?
I wreszcie:
czy rozwój zawsze oznacza postęp?
Bo może czasami umiemy już zrobić bardzo dużo, a ciągle za rzadko pytamy, czy powinniśmy to robić.
Świata nie naprawimy
I tutaj można by się trochę załamać.
Bo co możemy zrobić?
Krysia i Marek z Białogardu raczej nie zatrzymają wojen, nie zmienią światowej gospodarki i nie przekonają kilku miliardów ludzi, żeby od jutra żyli inaczej. 😂
Ale może nie od tego trzeba zaczynać.
Piszę te słowa, siedząc w naszym ogrodzie.
Wokół rosną drzewa, krzewy i warzywa. Gdzieś chodzi jakiś owad, gdzieś siedzi ptak. Każde z nich robi swoje.
I nagle ten ogromny problem ludzkości robi się trochę mniejszy.
Bo świata może nie zmienimy.
Ale mamy wpływ na swój mały kawałek świata.
Możemy zdecydować, co kupujemy.
Co jemy.
Ile naprawdę potrzebujemy.
Co wyrzucamy.
Co posadzimy.
Jak odnosimy się do zwierząt i przyrody.
Jak potraktujemy drugiego człowieka.
Czy koniecznie musimy mieć więcej.
I czy zostawimy po sobie coś dobrego.
To niewiele.
Ale gdyby każdy z nas zadbał właśnie o ten swój niewielki kawałek Ziemi, może wcale nie byłoby tego tak mało.
Czy więc człowiek pasuje do tej planety?
Nie wiem.
Naprawdę.
Może za kilkaset lat ktoś spojrzy na nasze czasy i pomyśli:
„Jak oni mogli tego nie widzieć?”
A może okaże się, że jako ludzkość potrafimy się jeszcze czegoś nauczyć.
Nie chciałbym kończyć tego tekstu pesymistycznie.
Bo skoro człowiek potrafił stworzyć tak niezwykłe rzeczy, potrafi również zmieniać sposób, w jaki żyje.
Tylko najpierw musi zauważyć, że nie jest właścicielem wszystkiego, co go otacza.
Jest jednym z elementów znacznie większej całości.
I może właśnie od tej myśli warto zacząć.
Bo być może problem nie polega na tym, że człowiek nie pasuje do tej planety.
Może po prostu ciągle jeszcze nie nauczył się na niej żyć. 🌿
Krysia i Marek
