
Gotujemy tak od kilkunastu lat. Co zostało z Pięciu Przemian w naszej kuchni?
Niektóre rzeczy próbujemy przez tydzień. Inne zostają z nami na całe życie.
– Ania przyjdzie do nas i ugotuje mi zdrową zupę – powiedziała pewnego wieczoru Krysia.
Od kilku dni męczyły ją zawroty głowy.
– Jaką zupę? Teraz? Przecież jest już dziewiąta wieczorem! – zdziwił się Marek.
– Rozmawiałam z nią przez telefon. Powiedziała, że zna specjalną zupę śniadaniową. Przyjdzie i ją ugotuje.
– To ja ci nie potrafię ugotować zupy? – zaprotestował Marek.
Potrafił.
Tylko wtedy jeszcze nie wiedział, że można ugotować zupę… zupełnie inaczej.
Zaczęło się od jednej zupy
Ania rzeczywiście przyszła.
Przyniosła też książkę dotyczącą gotowania według Pięciu Przemian, wywodzącego się z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.
Zainteresowaliśmy się.
Zaczęliśmy czytać. Próbowaliśmy. Uczyliśmy się kolejności smaków, produktów ogrzewających i wychładzających, patrzenia na jedzenie trochę inaczej niż wcześniej.
Nie przypuszczaliśmy wtedy, że ta jedna wieczorna zupa zmieni sposób, w jaki będziemy gotować przez następne lata.
A jednak.
Minęło kilkanaście lat.
I my nadal gotujemy według Pięciu Przemian.
To już nie jest metoda
Na początku korzystaliśmy z przepisów.
Trzeba było pamiętać o kolejności smaków. Sprawdzać, do której przemiany należy dany składnik. Zastanawiać się, co dodać dalej.
Dzisiaj właściwie już o tym nie myślimy.
Kiedy gotujemy, naturalnie przechodzimy przez kolejne smaki. Nadal pilnujemy ich kolejności, czasami tylko świadomie wybieramy przemianę, na której zakończymy potrawę.
Najczęściej kończymy na smaku ostrym.
Według zasad TCM zakończenie gotowania na określonym smaku ma kierować działanie potrawy w stronę odpowiadających mu narządów. Traktujemy to jako element filozofii Pięciu Przemian, którą przyjęliśmy w naszej kuchni.
Ale najciekawsze jest coś innego.
My już chyba nie potrafimy gotować inaczej.
U nas wszystko jest według Pięciu Przemian
Ktoś mógłby pomyśleć:
„No dobrze, pewnie jakieś specjalne zupy albo zdrowotne potrawy…”
Nie.
Wszystko.
Zupy. Sosy. Warzywa. Gulasze. Dania mięsne.
Jeżeli gotujemy obiad, robimy go według Pięciu Przemian.
Nie oznacza to jednak, że stoimy w kuchni z podręcznikiem medycyny chińskiej w jednej ręce i drewnianą łyżką w drugiej. 😂
Po tylu latach gotowanie stało się intuicyjne.
I tutaj dochodzimy do naszej ulubionej kuchni…
Gotowanie „na winie”

Bardzo lubimy gotować „na winie”.
Nie, nie chodzi o czerwone ani białe. 😂
Otwieramy lodówkę i…
co się nawinie, to trafia do garnka.
Oczywiście trochę przesadzamy, ale nasze zupy i gulasze naprawdę często tak powstają.
Patrzymy, co mamy.
Kawałek warzywa. Cebula. Marchew. Przyprawy. Coś zostało z poprzedniego dnia. Jest wołowina, indyk albo gęś.
I zaczynamy.
Nie potrzebujemy przepisu, ponieważ znamy już kolejność smaków. Wiemy, czym możemy przejść do następnej przemiany i jak zbudować z tego całą potrawę.
Dzięki temu Pięć Przemian wcale nas nie ogranicza.
Wręcz przeciwnie.
Dało nam ogromną swobodę gotowania.
Dlaczego inne potrawy wydają nam się czasami „cienkie”?
To określenie pojawiło się u nas zupełnie naturalnie.
Kiedy jemy u kogoś zupę czy inną potrawę przygotowaną tradycyjnie, czasami wydaje nam się ona… cienka.
Nie znaczy to, że jest niedobra.
Ktoś ją dla nas przygotował, jemy ją z przyjemnością i absolutnie nie siedzimy przy stole, analizując, czy gospodarz dodał składniki we właściwej kolejności. 😂
Ale przyzwyczailiśmy się do innego smaku.
Nasze potrawy są zwykle bardzo esencjonalne. Jest w nich wiele przypraw i smaków, które pojawiają się po kolei i wzajemnie uzupełniają.
Być może właśnie dlatego po tylu latach nasze kubki smakowe wyczuwają różnicę.
A co z produktami wychładzającymi?
To jedna z rzeczy, które szczególnie mocno obserwuje u siebie Krysia.
Według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej produkty mogą mieć różną naturę termiczną – jedne mają działać ogrzewająco, inne neutralnie, a jeszcze inne wychładzająco.
Krysia zauważyła przez lata, że po niektórych produktach zaliczanych w TCM do wychładzających – między innymi jogurtach, cytrusach, pszenicy, niektórych rybach czy surowych warzywach – gorzej się czuje.
Czasami jest jej po prostu zimno. Innym razem zauważa zmiany na języku, dolegliwości ze strony pęcherza, nasilone szumy w uszach, czy bóle pleców.
Czy oznacza to, że każdy człowiek powinien przestać jeść jogurty, pomarańcze albo surówki?
Oczywiście, że nie.
To jest doświadczenie Krysi.
I chyba właśnie tutaj znajduje się jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyło nas te kilkanaście lat:
obserwuj własny organizm.
To, co służy jednej osobie, niekoniecznie musi służyć drugiej.
Czy jesteśmy ortodoksyjni?
W domu właściwie tak nam to weszło w krew, że trudno mówić o przestrzeganiu zasad.
Po prostu tak gotujemy.
Ale przecież wychodzimy do restauracji. Podróżujemy. Jemy u znajomych. Za chwilę polecimy na drugi koniec świata i nie zamierzamy pytać balijskiego kucharza, na której przemianie zakończył nasze danie. 😂
Poza domem odpuszczamy.
Jedzenie ma przecież również sprawiać przyjemność, być spotkaniem z ludźmi i – szczególnie w podróży – sposobem poznawania świata.
Nie chcemy, żeby jakakolwiek filozofia żywienia zamieniła się w więzienie.
Czym właściwie jest gotowanie według Pięciu Przemian?
Najprościej mówiąc, jest to sposób przygotowywania potraw inspirowany Tradycyjną Medycyną Chińską.
Pięciu przemianom odpowiada pięć smaków:
kwaśny → gorzki → słodki → ostry → słony
i podczas gotowania składniki dodaje się w tej określonej kolejności.
W TCM poszczególne smaki łączy się również z porami roku, elementami natury i określonymi narządami.
To znacznie większa filozofia, niż jesteśmy w stanie opisać w jednym krótkim artykule.
Więcej o gotowaniu według Pięciu Przemian piszemy w naszej książce „Autostrada ku zdrowiu”. Opowiadamy tam szerzej o tym, jak poznaliśmy tę filozofię, czym są poszczególne smaki i przemiany oraz jak zasady te wykorzystujemy w naszej codziennej kuchni.
Tutaj nie chcemy jednak robić wykładu z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.
Bo dzisiaj ważniejsze jest dla nas inne pytanie.
Dlaczego nadal tak gotujemy?
Po kilkunastu latach odpowiedź jest zaskakująco prosta.
Bo nam to odpowiada.
Lubimy smak tych potraw.
Lubimy sposób, w jaki gotujemy.
Krysia obserwuje reakcje swojego organizmu i wie, po czym czuje się dobrze, a czego woli unikać.
A przede wszystkim nie czujemy, że stosujemy jakąś dietę czy specjalny system.
To po prostu stało się naszą kuchnią.
Być może właśnie po tym można poznać zmianę, która naprawdę pasuje do naszego życia.
Na początku trzeba o niej pamiętać.
Potem trzeba się jej nauczyć.
A po latach…
przestajemy o niej myśleć.
Po prostu tak żyjemy.
Na zakończenie
Nie chcemy nikogo przekonywać, że od jutra powinien gotować według Pięciu Przemian.
Ale może warto czasami spojrzeć na własną kuchnię trochę inaczej.
Nie tylko zapytać:
„Czy to jest zdrowe?”
Ale również:
„Jak ja się po tym czuję?”
Czy mam energię?
Czy jest mi ciepło?
Czy czuję się lekko?
Czy mój organizm lubi to, czym go karmię?
Bo być może zdrowe odżywianie nie zaczyna się od kolejnej listy produktów dozwolonych i zakazanych.
Być może zaczyna się od czegoś znacznie prostszego.
Od obserwowania siebie.
Krysia i Marek
