Dwa razy spędziliśmy wspaniałe chwile na Wyspach Kanaryjskich, a konkretnie na Teneryfie. Wspomnę tylko, że wyjazd zafundowała nam firma, z którą współpracujemy. Co wiecie o Wyspach Kanaryjskich?
Wyspy Kanaryjskie to archipelag hiszpański, położony na Oceanie Atlantyckim, niedaleko zachodnich wybrzeży Afryki. Teneryfa, jedna z tych wysp, jest prawdziwym rajem dla miłośników słońca, plaży i przyrody.
Teneryfa słynie z pięknego krajobrazu i oferuje różnorodne możliwości wypoczynku. Na północy wyspy znajdują się klify Los Gigantes, które zapierają dech w piersiach swoją skalistością. Na dole znajdują się znane kurorty takie jak Playa de las Americas i Los Cristianos, zapewniające doskonałe warunki do opalania się i uprawiania sportów wodnych.
Jeden z najbardziej charakterystycznych miejsc na Teneryfie jest Park Narodowy Teide, zapisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W centrum wysp wznosi się najwyższy szczyt Hiszpanii, góra Teide, o wysokości ponad 3 700 metrów. Wokół Teide roztacza się krajobraz wulkaniczny, z kształtami i barwami, które przenoszą nas do innego świata.
Turystyka na Teneryfie oferuje również wiele innych atrakcji. Wodny park Siam Park to doskonałe miejsce dla rodzin, które uwielbiają rozrywkę i ochłody w gorących dniach. Można także wybrać się na rejs statkiem i zobaczyć delfiny i wieloryby w ich środowisku.
SyntekExifImageTitle
Na Teneryfie nie brakuje również bogatej kultury i tradycji. Stolica wysp, Santa Cruz de Tenerife to miejsce corocznego karnawału, jednego z największych i najbarwniejszych festiwali na świecie.
W skrócie, Teneryfa jest wyspą, która ma wiele do zaoferowania. W zależności od tego, czy szukasz relaksu na plaży, fascynujących krajobrazów czy niezapomnianych atrakcji, ta hiszpańska wyspa jest idealnym miejscem na wakacyjny wypoczynek.
Pokażemy Ci fragment naszej Złotej Konferencji Oriflame – wyspę Mykonos. Oprócz Mykonos byliśmy w Kuşadasi, Effes, Atenach i w Rzymie, skąd zaczynał się nasz rejs. Każda konferencja , czy seminarium Oriflame to niezapomniane chwile i warto zakwalifikować się na taki wyjazd.
Na morzu Egejskim leży przepiękna wyspa Mykonos, wchodząca w skład archipelagu Cyklad. Wszystkie wyspy greckie są piękne, ale ta spodobała się nam najbardziej. Zwiedziliśmy ją w czasie naszego Rejsu Oriflame po Morzu Śródziemnym. Byliśmy na niej wprawdzie krótko, ale wystarczyło, aby zauroczyć się tym miejscem.
Oto film z balkonu naszego statku – widok na Mykonos.
Stolicą wyspy jest miasto Chóra. Jest to centrum turystyczne położone od zachodniej części wyspy. Przypłynęliśmy tam wielkim wycieczkowcem. Z daleka widać było małe, białe domy z niebieskimi okiennicami ciągnące się na wzgórzu wzdłuż krętych uliczek.
Wycieczkowiec zacumował z dala od portu, a po nas przypłynęły małe wycieczkowe kutry i zabrały nas na wyspę, co widać na poniższym filmie.
Jak zwykle w takich turystycznych miejscach, przywitały nas kolorowe kawiarenki, butiki z pamiątkami i serdeczna gościnność gospodarzy.
Tuż koło portu znajduje się kościół Panagia Paraportiani. Jest uważany za najładniejszą architekturę sakralną na całych Cykladach.
Charakterystycznymi zabytkami Mykonos są białe wiatraki pochodzące z XVI wieku. Pięknie prezentują się na wzgórzach na tle błękitnego morza. W sumie jest ich 16.
Idąc w głąb miasta, klucząc wśród krętych, przepięknych, wąskich uliczek mamy możliwość zakupu pamiątek lub wypicia lampki wina w jednej z kolorowych knajpek. Można tu spokojnie zabłądzić i nie przejmując się tym podziwiać architekturę, spojrzeć z góry na malownicze wybrzeże i porozmawiać z mieszkańcami.
Prędzej, czy później każdy trafia do tak zwanej Małej Wenecji – zabytkowej dzielnicy ulokowanej nad samym morzem. To tutaj dawni rybacy wsiadali bezpośrednio z domu na swoje kutry i wypływali na połowy lub podboje. Teraz pełno tutaj restauracji i miejsc na odpoczynek. Co też i my zrobiliśmy.
Jak wygląda Nowa Wenecja zobaczysz dokładnie na filmie.
Ciekawa historia dotyczy symbolu wyspy, którym jest pelikan Petros. W 1954, w czasie silnego sztormu pelikan ten zatrzymał się na wyspie rezygnując z dalszej migracji. Jak osiadł, tak został na stałe. Stał się prawdziwą maskotką mieszkańców i turystów. Żył 30 lat na wyspie, a po jego śmierci sprowadzono kolejnego pelikana, który go zastąpił. Obecnie jest na wyspie więcej pelikanów (jednego widzieliśmy na zapleczu restauracji). Są atrakcją dla turystów, a przez tubylców są traktowane tak pobłażliwe, że mogą wchodzić wszędzie, do każdego pabu, czy restauracji.
Wyspa Mykonos należy do drogich ośrodków turystycznych. Zatrzymują się tutaj celebryci z całego świata. Atrakcyjne lokale, dyskoteki, piękne plaże propagujące skąpe (lub brak) stroje kąpielowe powodują, że wyspa Mykonos jest porównywana do takich ośrodków, jak Rimini, czy Ibiza.
Wiele lat temu, na początku lat 90-tych, byliśmy w Troi i „zwiedzaliśmy” konia trojańskiego. Został nam jeszcze do tej pory bilet wstępu. Stąd pomysł, by o tym napisać.
Koń trojański to drewniana konstrukcja w kształcie konia. Oczywiście ten „koń”, którego zwiedzaliśmy, to kopia starego konia trojańskiego. Byliśmy w środku i aż trudno uwierzyć, że mieściło się tam wielu wojowników, którzy potem zniszczyli mieszkańców Troi i sama Troję. Takie było właśnie przeznaczenie tej budowli.
Dzisiaj nazwa „koń trojański” kojarzy się nam ze zdradą, zdobyczą przynoszącą katastrofę, niebezpiecznym podarunkiem. W internecie nazwę „koń trojański” ma jeden z najgroźniejszych wirusów. Skąd się wzięło to przekonanie? Przecież nasze polskie przysłowie mówi, że ”darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”.
A jednak warto czasami przyjrzeć się otrzymywanym podarunkom, zwłaszcza teraz – w dobie Internetu i… pewnej formy bezkarności.
Koń trojański, którego zwiedzaliśmy (byliśmy w środku), robi rzeczywiście wrażenie. Trudno się dziwić mieszkańcom Troi, że przyjęli taki podarek, a nie zniszczyli go pod bramami miasta, jak radzili niektórzy.
O koniu trojańskim pisało wielu poetów i pisarzy. Stąd prawie wszyscy znamy tę historię.
Homer w swojej „Odysei” napisał o przeznaczeniu konia trojańskiego: „Było bowiem przeznaczone zginąć miastu, gdy ukryje u siebie wielkiego, drewnianego konia, w którym siedzieli najlepsi z Argiwów, gotowi nieść Trojanom śmierć i kres”.
Całą historię opisał Robert Graves w „Mitach greckich” (rozdział 167 zatytułowany „Drewniany koń”).
Również Wergiliusz napisał w „Eneidzie”, że koń trojański zbudowany został w greckim obozie i wypełniony najlepszymi spośród wojowników. Pozostawiono go w takim stanie przed wrotami oblężonego miasta. Mieszkańcy wprowadzili go za mury i to właśnie stało się przyczyną ich zguby.
Dla przypomnienia, parę słów o tej ciekawej historii.
Prawdopodobnie sam pomysł z drewnianym koniem wymyśliła bogini Atena. Sprzyjała Grekom i poprzez Prylisa przekazała pomysł greckiemu dowództwu. Zbudowano więc konstrukcję z jodłowego drewna. Cała konstrukcja była pusta w środku i jedynym wejściem i wyjściem była podnoszona pokrywa umieszczona z boku konia.
Plan był taki, że żołnierze greccy w pełnej zbroi wejdą do środka konstrukcji, dokładnie się zaryglują i cała konstrukcja zostanie umieszczona przed bramą Troi. Grecy udając odwrót, czyli pozorując zaniechanie oblężenia Troi, skryją swoje wojska na pobliskich wyspach. Aby uwiarygodnić ten zamiar zastosowano kilka „chwytów”.
Już na samym koniu umieszczono wyrzeźbione słowa modlitwy poświęcające dzieło Atenie: „Przewidując bezpieczny powrót do swych domów, Grecy z wdzięcznością poświęcają ten dar bogini„.
W pobliżu Troi został zwiadowca Sinon, który miał rozpalić ognisko, gdy koń zostanie wciągnięty do miasta, tym samym zawiadamiając o tym ukrytych Greków. Było prawdopodobne, że zostanie schwytany, co też się stało. Sinon pouczony wcześniej przez Odyseusza wyjaśniał, że koń jest darem dla bogini Ateny, u której Grecy stracili już względy, że został zbudowany na tyle wielki, aby nie mógł być przetransportowany do miasta, gdyż wtedy Troja mając taką „relikwię”, mogłaby zjednoczyć wojska Azji i pokonać Grecję. Koń rzeczywiście był większy od bramy wejściowej do Troi i musiano ją częściowo wyburzyć, aby całą konstrukcję wciągnąć do miasta.
Król Priam dał się nabrać na ten podstęp i nakazał wciągnąć drewnianą konstrukcję do miasta.
Nie wszyscy byli przekonani o słuszności wprowadzenia konia do miasta.
Kapys uważał, ze drewniana konstrukcję należy spalić lub przynajmniej rozbić ją na kawałki, aby zobaczyć co kryje wewnątrz.
Laokoon odradzał królowi Priamowi wprowadzenie konia do miasta, podejrzewając podstęp. Uważał, że Sinon kłamie. W akcie determinacji wbił w bok konstrukcji włócznię.
Również Kasandra podejrzewała, że w środku są ukryci wojownicy greccy.
Jednak król Priam był odporny na te podejrzenia i nakazał wprowadzenie konstrukcji do miasta.
Helena była również nieufna i wieczorem podeszła do posągu, szepcząc kilkakrotnie imiona wojowników greckich, którzy mogliby znajdować się w środku, zgodnie z przepowiednią Kasandry. Udawała ich żony zmieniając głos. Wojownicy greccy byli jednak zdyscyplinowani przez Odyseusza i nie zareagowali na taką prowokację.
Przeżywali jednak w środku wielkie emocje. Oryginalny koń nie miał okien, jak ten na fotografii, gdyż jest to teraz atrakcja turystyczna.
Skryci w nim wojownicy słyszeli propozycję spalenia, o mało nie zostali ranni włócznią Laokoona i prowokowani przez Helenę nie mogli doczekać się wyjścia na zewnątrz.
Tak się stało w nocy, gdy mieszkańcy Troi usnęli po hucznych zabawach z okazji „prezentu greckiego”.
Sinon wykradł się z miasta i dał znak wojskom greckim rozpalając umówione ognisko.
Odyseusz zdecydował się na otwarcie włazu i po sznurowej drabinie wojownicy greccy opuścili konstrukcję.
Zniszczyli Troję i zabili wszystkich mieszkańców.
Dziś ruiny Troi leżą w północno – wschodniej Turcji. Odkrył je Heinrich Schliemann – niemiecki archeolog-amator. Odkrywca Troi opierał się w poszukiwaniach na dziele Homera. W 1870 roku rozpoczął największą przygodę swojego życia – poszukiwania homeryckiej Troi. I to mu się udało.