
Egipt – Karnak, Luksor i aleja sfinksów. Tam, gdzie historia wciąż żyje.
Są na świecie miejsca, które zachwycają pięknem krajobrazów. Są też takie, które zadziwiają osiągnięciami dawnych cywilizacji. Ale istnieją również miejsca szczególne, w których człowiek ma wrażenie, że dotyka czegoś znacznie większego niż tylko historii.
Od dawna lubimy odwiedzać takie miejsca. Nie tylko je oglądać, fotografować i poznawać ich dzieje, ale również poczuć ich atmosferę. Ten trudny do opisania klimat, który sprawia, że na chwilę zapominamy o współczesnym świecie.
Pamiętamy naszą wizytę w Gnieźnie. Pod katedrą przewodnik zaprowadził nas do miejsca, w którym archeolodzy odkryli ślady dawnych ognisk. Opowiadał, że już przed wiekami było to miejsce szczególne dla ludzi zamieszkujących te tereny.
Staliśmy tam, wyobrażając sobie tych ludzi, ich życie, wierzenia i obrzędy. I mieliśmy wrażenie, że wciąż pozostało tam coś z tamtych czasów.
Podobne odczucia towarzyszyły nam na ateńskim Akropolu. Spacerowaliśmy wśród pozostałości świątyń, w których starożytni Grecy oddawali cześć swoim bogom.
Byliśmy również w Rzymie, dawnej stolicy potężnego cesarstwa. W miejscach, gdzie przed dwoma tysiącami lat podejmowano decyzje wpływające na losy ogromnej części świata.
I właśnie podczas tych podróży zrodziło się w nas pragnienie, aby kiedyś odwiedzić Egipt.
Zobaczyć piramidy. Stanąć przed monumentalnymi świątyniami faraonów. Dotknąć kamieni, które pamiętają tysiące lat historii.
Chcieliśmy nie tylko zobaczyć starożytny Egipt. Chcieliśmy go choć przez chwilę poczuć.
I w końcu się udało!
Piramidy zrobiły na nas ogromne wrażenie, ale to temat na osobną opowieść.
Dzisiaj zabierzemy Was do dwóch niezwykłych świątyń – Karnaku i Luksoru – oraz na prowadzącą między nimi aleję sfinksów.

Karnak – kamienny las gigantów

Do Karnaku dotarliśmy w ciągu dnia.
Już od pierwszych chwil trudno było uwierzyć w ogrom tego miejsca.
Karnak nie jest jedną świątynią, ale wielkim kompleksem budowli sakralnych, rozbudowywanym przez kolejnych faraonów przez ponad tysiąc lat. Najważniejszą część poświęcono Amonowi-Ra, jednemu z najważniejszych bóstw starożytnego Egiptu.
Ale przyznać musimy, że kiedy stanęliśmy wśród tych budowli, daty i nazwiska faraonów zeszły na dalszy plan.

Największe wrażenie zrobiła na nas ogromna sala kolumnowa.
Wyobraźcie sobie las potężnych kamiennych kolumn. Niektóre mają ponad 20 metrów wysokości. Jest ich aż 134!

Każda pokryta hieroglifami, płaskorzeźbami i przedstawieniami bogów oraz faraonów.
Spacerowaliśmy między nimi, zadzierając głowy do góry. Przyglądaliśmy się znakom wyrytym w kamieniu, próbując wyobrazić sobie ludzi, którzy je tworzyli.
Nie potrafiliśmy oczywiście odczytać tych napisów. Dla nas były przede wszystkim niezwykłymi obrazami.
Ale przecież dla starożytnych Egipcjan miały konkretne znaczenie. Opowiadały o bogach, władcach, zwycięstwach i wierzeniach.

I pomyśleć, że tysiące lat temu, bez współczesnych maszyn, ludzie potrafili stworzyć coś tak monumentalnego!
Zastanawialiśmy się, jak wyglądało to miejsce w czasach swojej świetności. Gdy świątynie tętniły życiem, kapłani odprawiali obrzędy, a faraonowie składali ofiary bogom.
Dzisiaj pozostały kamienie.
Ale jakie kamienie!

Aleja sfinksów – droga, którą wędrowali bogowie
Obie świątynie łączy niezwykła aleja o długości około 2,7 kilometra.
Po obu jej stronach ustawiono setki kamiennych sfinksów. Niektóre mają ludzkie głowy i ciała lwów, inne głowy baranów, symbolizujących boga Amona.

Dzisiaj możemy podziwiać tę drogę dzięki wieloletniej pracy archeologów.
Przez stulecia znaczna część alei była zasypana ziemią i piaskiem. Nad jej fragmentami powstały ulice, domy i inne budynki współczesnego Luksoru.
Aby przywrócić jej dawny wygląd, trzeba było przeprowadzić ogromne prace wykopaliskowe i konserwatorskie, a także przenieść część zabudowy.
W listopadzie 2021 roku uroczyście otwarto odrestaurowaną aleję.
Ale najciekawsze jest to, do czego służyła przed tysiącami lat.
Procesje bogów

W starożytnym Egipcie aleja była drogą ceremonialną.
Podczas wielkiego święta Opet odbywały się tędy uroczyste procesje związane z kultem Amona, jego małżonki Mut oraz ich syna Chonsu.
Posągi bóstw umieszczano w specjalnych świętych barkach, czyli bogato zdobionych łodziach ceremonialnych, które mogły być niesione przez kapłanów.

Procesje łączyły Karnak ze świątynią w Luksorze. Towarzyszyły im uroczystości religijne, muzyka i obrzędy symbolizujące odnowę życia oraz królewskiej władzy.
Kiedy dowiedzieliśmy się o tym, spojrzeliśmy na aleję zupełnie inaczej.
To przecież nie była zwykła droga.
Była świętą drogą, którą przez wieki przemierzały procesje faraonów i kapłanów.
Próbowaliśmy wyobrazić sobie ten widok.
Setki ludzi, uroczyste szaty, muzyka, zapach kadzideł, ogromne posągi sfinksów i niesione w procesji święte barki.
A wokół potężne świątynie.
Niezwykłe, prawda?
Luksor – świątynia w blasku wieczornych świateł

Do świątyni w Luksorze wybraliśmy się wieczorem.
I musimy przyznać, że było to zupełnie inne przeżycie niż zwiedzanie Karnaku.
Tam dominowało słońce, ogromne kolumny i jasny kamień.
Tutaj pojawiły się światła.
Potężne posągi, kolumnady i ściany świątyni zostały oświetlone ciepłym, złocistym blaskiem. Na tle ciemniejącego nieba wyglądały niemal nierealnie.

Świątynia w Luksorze powstawała przede wszystkim za panowania Amenhotepa III, a później została rozbudowana między innymi przez Ramzesa II.
Była ważnym miejscem kultu Amona i odgrywała szczególną rolę podczas święta Opet.
Jednak tego wieczoru historia mieszała się nam z emocjami.
Spacerowaliśmy między kolumnami. Oglądaliśmy płaskorzeźby na ścianach, ogromne posągi faraonów i tajemnicze hieroglify.

Światło wydobywało z kamienia szczegóły, których w pełnym słońcu być może nawet byśmy nie zauważyli.
Cienie nadawały budowlom głębię i tajemniczość.
A my znowu mieliśmy to szczególne uczucie, którego szukamy podczas naszych podróży.
Że jesteśmy w miejscu, gdzie historia nie jest tylko opowieścią z książki.
Ona jest tuż obok nas. W tych kolumnach, ścianach i kamiennych posągach.

Co pozostało po tysiącach lat?
Wracając myślami do Karnaku i Luksoru, zastanawiamy się, co tak naprawdę najbardziej nas zachwyciło.
Oczywiście ogrom tych budowli. Ich piękno. Niezwykłe umiejętności starożytnych budowniczych.
Ale chyba nie tylko to.
Była w tym również świadomość przemijania.
Faraonowie, którzy wznosili te świątynie, uważali się za potężnych władców. Budowali monumentalne pomniki, wierząc, że zapewnią sobie wieczną pamięć.
Minęły tysiące lat.
Ich państwo przestało istnieć. Dawne wierzenia odeszły w przeszłość. Zmienił się świat, język, kultura i religia.
A świątynie wciąż stoją.
I nadal przyciągają ludzi z najdalszych zakątków świata.
Ludzi takich jak my, którzy przyjeżdżają, spacerują wśród kolumn, dotykają kamieni i próbują wyobrazić sobie życie sprzed tysięcy lat.
Może właśnie na tym polega niezwykłość takich miejsc?
Że pozwalają nam na chwilę oderwać się od codzienności i spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy.
W Gnieźnie, Atenach, Rzymie i teraz w Egipcie odczuwaliśmy coś podobnego.
Nie potrafimy powiedzieć, czy jest to energia tych miejsc, ich historia, czy po prostu nasza wyobraźnia.
Ale wiemy jedno.
Są miejsca, których nie wystarczy zobaczyć. Trzeba w nich pobyć, zatrzymać się i poczuć ich atmosferę.
Dla nas świątynie Karnaku i Luksoru z pewnością należą do takich miejsc.
I właśnie dlatego tak bardzo chcieliśmy się z Wami podzielić tym wspomnieniem.
Krysia i Marek
