
Życie z Oriflame to nie zawsze poważne rozmowy, szkolenia, praca i kolejne cele.
Czasami są też sytuacje, które po latach wspomina się przede wszystkim ze śmiechem.
Dzisiaj jedna z nich. 😊
Volvo od Oriflame
W 2013 roku otrzymaliśmy od Oriflame nagrodę – Volvo V40.
Dawno?
Pewnie, że dawno. Ale samochód wciąż nam służy i nadal bardzo go lubimy.
Do dzisiaj zresztą niektórzy znajomi pytają nas:
– Ale jak to właściwie było z tym Volvo? Dostaliście je? Było służbowe? Wynajmowaliście je?
Więc wyjaśnijmy.
Samochód był nagrodą za osiągnięcia w Oriflame. Otrzymaliśmy go w leasingu i przez kilka lat należało spłacać raty. Jeśli spełnialiśmy określone warunki programu, ratę opłacało Oriflame. Jeżeli w danym okresie warunku nie spełniliśmy – płaciliśmy ją sami.
Ponieważ warunki udało nam się spełnić w około 90 procentach, ostatecznie Volvo kosztowało nas mniej więcej 10 procent jego wartości.
Po zakończeniu leasingu samochód stał się naszą własnością.
I jest z nami do dzisiaj.
Ale wróćmy do stycznia 2013 roku.
Odbieramy samochód!
Pojechaliśmy do Warszawy po nasze wybrane Volvo.
Była mała uroczystość, ponieważ w tym samym czasie samochody odbierało jeszcze troje Złotych i Szafirowych Dyrektorów Klubu Oriflame.
Była radość, były emocje, pewnie trochę zdjęć…
Wreszcie dostaliśmy kluczyki.

I nagle pojawiła się myśl:
No dobrze. A teraz trzeba tym samochodem po prostu… pojechać. 😂
I to nie kawałek.
Przed nami była kilkusetkilometrowa droga. Najpierw do Poznania, gdzie mieliśmy zatrzymać się u rodziny, a następnego dnia dalej – do Białogardu.
Kierowcą w naszym duecie jest Krysia. Ja, ze względu na wzrok, nie prowadzę samochodu.
Krysia więc za kierownicę, ja obok i…
ruszamy naszym nowym Volvo.
Co jest z tym samochodem?!

Jedziemy autostradą w kierunku Poznania.
Kilometry mijają, pierwsze emocje trochę opadają i nagle zauważamy, że…
parują szyby.
No dobrze.
Włączam klimatyzację.
Chwilę lepiej.
Za moment znowu parują.
Otwieram okno, wpuszczam trochę świeżego powietrza.
Pomaga.
Zamykam.
Znowu parują.
Na zewnątrz robi się coraz ciemniej. Zaczyna padać drobny śnieg, a my zamiast cieszyć się nowym samochodem, walczymy o to, żeby cokolwiek przez te szyby zobaczyć.
Klimatyzacja – włączona.
Klimatyzacja – wyłączona.
Okno – otwarte.
Okno – zamknięte.
Chusteczki w ruch.
Przecieramy szyby.
Za chwilę znowu to samo.
I wtedy zaczynają się pierwsze wątpliwości…
– Wiesz co? W naszej Felicii czegoś takiego nie było…
No pięknie.
Dostaliśmy Volvo i po pierwszej części podróży zaczynamy tęsknić za naszą Skodą Felicią. 😂
Musi być jakiś powód
W końcu zjechaliśmy na parking.
Dość.
Trzeba sprawdzić, co się dzieje.
Siedzimy w samochodzie i patrzymy na deskę rozdzielczą.
Co tu jest nie tak?
I nagle…
JEST!
Mały przycisk.
Świeci się.
Patrzymy.
OBIEG ZAMKNIĘTY.
Był włączony od chwili, kiedy ruszyliśmy z Warszawy.
Wyłączamy.
I…
stał się cud. 😂
Szyby przestały parować.
W samochodzie zrobiło się przyjemnie.
Można było normalnie oddychać.
Można było patrzeć przez przednią szybę bez wycierania jej co kilka minut.
A nasze Volvo w jednej chwili odzyskało wszystkie swoje zalety.
I nawet okazało się, że jest całkiem niezłe. 🤣
Technika czasami nas przerasta
Do Poznania dojechaliśmy już szczęśliwi i pogodzeni z faktem, że zamiana Skody Felicii na Volvo V40 nie była jednak najgorszą decyzją w naszym życiu. 😂
Od tamtej podróży minęło wiele lat.
Volvo nadal z nami jest.
A my do dzisiaj czasami wspominamy jego pierwszy dzień i nasze zdenerwowanie.
Bo człowiek może dostać nowoczesny samochód…
ale dobrze byłoby jeszcze wiedzieć, do czego służą wszystkie przyciski. 😂
I chyba na tym zakończymy dzisiejszą życiową mądrość.
Następnym razem może znowu napiszemy coś poważnego. 😎
Krysia i Marek
