
Każdy z nas patrzy na ten sam świat. Tylko że niekoniecznie widzi to samo.
– Nie rozumiem, jak można tak myśleć!
Chyba każdemu z nas zdarzyło się kiedyś wypowiedzieć takie zdanie.
Nam również.
Ktoś podejmuje decyzję, której my nigdy byśmy nie podjęli. Reaguje zupełnie inaczej, niż naszym zdaniem powinien. Obraża się o coś, co dla nas jest drobiazgiem. Albo przeciwnie – zachowuje spokój w sytuacji, w której my już dawno byśmy się zdenerwowali.
I wtedy pojawia się:
„Ja tego człowieka nie rozumiem”.
Tylko że może właśnie w tym zdaniu kryje się cały problem.
Nie rozumiemy.
Bo patrzymy na niego… przez własne okulary.
Każdy ma inne okulary
Bardzo spodobało nam się kiedyś porównanie Stephena Coveya, autora książki „7 nawyków skutecznego działania”.
Wyobraź sobie, że idziesz do okulisty, ponieważ źle widzisz.
Lekarz cię bada, po czym zdejmuje własne okulary i mówi:
– Proszę. Niech pan założy moje. Ja używam ich od wielu lat i świetnie w nich widzę.
Zakładasz.
I oczywiście prawie nic nie widzisz.
– Jak to? – dziwi się lekarz. – Przecież mnie pomagają! 😂
Absurd?
Oczywiście.
A przecież dokładnie to samo bardzo często robimy w relacjach z innymi ludźmi.
Dajemy im swoje okulary.
„Ja na twoim miejscu zrobiłbym tak…”
„Nie przejmuj się tym, przecież to nic takiego…”
„Musisz bardziej walczyć o swoje…”
„Ja bym mu powiedział, co o tym myślę…”
Tylko że jest jeden mały problem.
Nie jesteśmy na jego miejscu.
Każdy z nas patrzy na świat przez własne doświadczenia, wychowanie, charakter, przekonania, sukcesy, porażki i emocje. To właśnie te nasze „okulary” sprawiają, że dwie osoby mogą znaleźć się w dokładnie tej samej sytuacji i zobaczyć ją zupełnie inaczej.
Długo myśleliśmy, że inni powinni myśleć podobnie
Chyba każdy przechodzi przez taki etap.
My też.
Jeżeli coś wydawało nam się logiczne, zakładaliśmy, że dla innych również powinno takie być.
Jeżeli jakiś sposób działania sprawdzał się u nas, naturalne wydawało się, że sprawdzi się także u kogoś innego.
Dopiero z czasem zaczęliśmy rozumieć:
ludzie naprawdę są różni.
Nie trochę.
Czasami bardzo. 😂
Ogromnie pomogła nam w tym wiedza o typach osobowości. W naszej książce opisujemy między innymi model Taylora Hartmana, który przedstawia cztery podstawowe typy za pomocą kolorów: czerwonego, niebieskiego, białego i żółtego.
I nagle wiele zachowań, które wcześniej mogły irytować albo dziwić, zaczęło mieć sens.
Ktoś nie musi być uparty.
Może po prostu potrzebuje więcej czasu.
Ktoś inny nie musi być nieczuły.
Może zwyczajnie nie okazuje emocji tak jak my.
A jeszcze ktoś nie jest lekkomyślny tylko dlatego, że podchodzi do życia znacznie swobodniej.
On po prostu patrzy przez inne okulary.
Zrozumieć nie znaczy przyznać rację
To chyba jedna z ważniejszych rzeczy.
Czasami boimy się próbować zrozumieć drugiego człowieka, ponieważ wydaje nam się, że w ten sposób przyznajemy mu rację.
A przecież to zupełnie dwie różne rzeczy.
Mogę rozumieć, dlaczego tak postąpiłeś, i nadal uważać, że postąpiłeś źle.
Mogę rozumieć Twoje emocje, ale nie podzielać Twojej opinii.
Mogę zobaczyć świat z Twojej perspektywy, nie rezygnując ze swojej.
Zrozumienie nie wymaga zgody.
Wymaga czegoś znacznie trudniejszego:
chęci zobaczenia świata oczami drugiego człowieka.
Słuchamy czy czekamy na swoją kolej?
To też jest ciekawe.
Kiedy ktoś do nas mówi, wydaje nam się, że słuchamy.
Ale czy na pewno?
Czasami druga osoba jeszcze nie skończyła zdania, a my już w głowie przygotowujemy odpowiedź.
Radę.
Kontrargument.
Albo własną historię:
– A wiesz, ja miałem dokładnie tak samo…
I właściwie przestaliśmy słuchać.
Czekamy tylko na moment, kiedy będziemy mogli zacząć mówić. 😂
Covey zwracał uwagę na coś bardzo prostego: zanim będziemy chcieli zostać zrozumiani, spróbujmy najpierw naprawdę zrozumieć drugiego człowieka.
Proste?
Bardzo.
Łatwe?
Niekoniecznie.
A gdyby na chwilę zdjąć własne okulary?
Może właśnie od tego warto zacząć.
Kiedy następnym razem pomyślimy:
„Jak on może tak myśleć?”
spróbujmy nie odpowiadać od razu.
Może zamiast tego zapytać:
„Dlaczego on tak myśli?”
Co przeżył?
Czego się boi?
Co jest dla niego ważne?
Jakie ma doświadczenia?
Co widzi w tej sytuacji, czego ja nie widzę?
Nie chodzi o analizowanie każdego człowieka, którego spotykamy. 😂
Chodzi raczej o małą zmianę sposobu myślenia.
Zamiast:
„Dlaczego on nie jest taki jak ja?”
może:
„Ciekawe, dlaczego widzi to inaczej?”
Jedno słowo.
A zmienia bardzo dużo.

My też nadal się tego uczymy
Nie piszemy tego artykułu z pozycji ludzi, którzy osiągnęli jakiś nadzwyczajny poziom zrozumienia innych.
Nic z tych rzeczy. 😂
Nadal czasami ktoś nas zdenerwuje.
Nadal niektórych zachowań nie rozumiemy.
Nadal zdarza nam się pomyśleć:
„No przecież można było zrobić to zupełnie inaczej!”
Ale coraz częściej potrafimy po chwili dodać:
„Tylko że on nie jest mną”.
I może właśnie o to chodzi.
Nie o to, żeby zawsze rozumieć wszystkich.
Ale żeby chcieć spróbować.
To również jest część zdrowego życia
Kiedy zaczynaliśmy pisać „Autostradę ku zdrowiu”, zdrowie od początku oznaczało dla nas znacznie więcej niż tylko jedzenie, ruch czy suplementację.
Bo możemy świetnie się odżywiać, spacerować, ćwiczyć i dbać o ciało…
a jednocześnie każdego dnia przeżywać konflikty, złościć się na innych i nosić w sobie żal.
Dlatego w naszej książce piszemy również o umyśle, emocjach, podświadomości, osobowościach i relacjach.
O metodzie Silvy.
O prawie przyciągania.
O typach osobowości Hartmana.
I właśnie o zasadzie Coveya:
najpierw postaraj się zrozumieć, a dopiero później oczekuj, że ktoś zrozumie Ciebie.
Bo zdrowe życie to nie tylko to, co mamy na talerzu.
To również to, co mamy w głowie i w sercu.
Na zakończenie
Może więc nie musimy od razu zmieniać świata.
Ani ludzi wokół nas.
Może następnym razem, gdy ktoś zrobi coś zupełnie inaczej, niż my byśmy zrobili, wystarczy pomyśleć:
„On po prostu ma inne okulary”.
A potem, choć na chwilę, spróbować przez nie spojrzeć.
Nie musimy ich zakładać na zawsze.
Nasze mogą nam przecież całkiem dobrze służyć. 😂
Ale może właśnie ta krótka chwila wystarczy, żeby zamiast kolejnego:
„Nie rozumiem tego człowieka!”
pojawiło się:
„Aaa… teraz trochę lepiej rozumiem”.
I czasami właśnie od tego zaczyna się zupełnie inna rozmowa.
Krysia i Marek
