
Tak, dokładnie. Chcę opowiedzieć, jak pokochałem nasz ogród.
Dlaczego to może dziwić?
Bo jestem z miasta.
Całe dzieciństwo spędziłem w mieście i ogród był dla mnie czymś zupełnie obcym. Wydawało mi się, że to tylko niekończąca się praca i strata czasu. Kwiaty, krzewy, rabaty? Zupełnie mnie to nie interesowało. Jeszcze uprawa warzyw czy owoców wydawała mi się w miarę rozsądna, ale cała reszta… nie była dla mnie.
Pamiętam wyjazdy do znajomych moich rodziców. Ogród kojarzył mi się wtedy głównie ze zrywaniem porzeczek i agrestu. Było gorąco, wokół latały owady, a kolce skutecznie zniechęcały mnie do takich wypraw. Nie wspominam tego z wielkim entuzjazmem.
A dziś?
Dziś nie wyobrażam sobie życia bez ogrodu.
Wszystko zmieniło się, gdy poznałem Krysię.
Po ślubie zostałem „współwłaścicielem” sześciu arów ogrodu na terenie rodzinnych ogródków działkowych, zaledwie kilka minut od naszego mieszkania.
Przyznam szczerze – na początku nie byłem zachwycony.
W tamtym czasie bardzo intensywnie rozwijaliśmy naszą działalność w Oriflame. Organizowaliśmy pokazy, spotkania, promocje i szkolenia. Każdą wolną chwilę wolałem spędzić przy komputerze, przygotowując materiały, niż pieląc grządki czy sadząc kwiaty.
I właśnie wtedy Krysia zrobiła coś, za co jestem jej dzisiaj ogromnie wdzięczny.
Nie namawiała mnie. Nie przekonywała na siłę. Nie mówiła: „musisz”.
Powiedziała tylko:
– Przychodź do ogrodu i rób to, co lubisz.
To wystarczyło.

Ponieważ od zawsze lubię majsterkować, zacząłem od budowy ogrodzeń, pergoli i urządzania altanki. Później wyremontowałem budkę na narzędzia. Z czasem przyszło koszenie trawy, przycinanie drzew i krzewów. Powoli poznawałem rośliny, których nazw wcześniej nawet nie słyszałem – krzewuszka, pięciornik, hyzop…
A potem przyszedł czas na warzywa.
Nie wiem nawet, kiedy to się stało, ale ogród zaczął mnie wciągać.
Dzisiaj sprawia mi ogromną satysfakcję planowanie kolejnych zmian, budowanie nowych elementów, sadzenie roślin i obserwowanie, jak wszystko rośnie.
Mam swoje narzędzia, swoje pomysły i – co najważniejsze – ogromną ochotę, żeby ten ogród był z roku na rok jeszcze piękniejszy.
Ale wiecie, co jest w nim najcenniejsze?
Nie pergole.
Nie warzywa.
Nie kwiaty.
Najpiękniejsze są chwile, kiedy po pracy siadamy z Krysią na tarasie.
Czasami z kubkiem herbaty, czasami z lampką wina.
Słuchamy śpiewu ptaków, obserwujemy motyle i pszczoły. W naszym ogrodzie mieszkają jeże, jaszczurki i wiele gatunków ptaków. Są też krety, nornice i ślimaki. Tak… z nimi również dzielimy się naszym ogrodem.
Nie stosujemy środków chemicznych.
Jeżeli coś wyrośnie – cieszymy się i dziękujemy naturze.
Jeżeli w danym roku coś się nie uda – trudno. Być może następny sezon będzie lepszy.
Dzisiaj wiem, że ogród nie jest miejscem pracy.
Jest miejscem odpoczynku.
To tutaj zwalniamy tempo, rozmawiamy, planujemy, śmiejemy się i po prostu jesteśmy razem.
Patrząc z perspektywy czasu wiem jedno.
Nigdy nie pokochałbym ogrodu, gdyby nie cierpliwość Krysi.
Nie zmuszała mnie.
Nie przekonywała.
Po prostu pozwoliła mi odkryć ogród po swojemu.
I chyba właśnie dlatego dziś nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Bo ogród to nie tylko rośliny.
To miejsce, do którego każdego dnia wracamy z przyjemnością.
Marek
