
Troja i koń trojański. Między historią, legendą i naszymi wspomnieniami
Minęło ponad trzydzieści lat, a bilet do Troi nadal mamy.
Trochę pożółkł. Zdjęcia z tamtej podróży również nie przypominają tych, które dzisiaj robimy telefonami. Nie mają tysięcy pikseli, idealnych kolorów ani możliwości poprawienia wszystkiego jednym kliknięciem.
Ale mają coś znacznie cenniejszego.
Wspomnienia.
Na początku lat dziewięćdziesiątych pojechaliśmy do Turcji. I podczas tej podróży znaleźliśmy się w miejscu, które wcześniej znaliśmy przede wszystkim z książek, mitologii i opowieści o jednym z najsłynniejszych podstępów w historii.
Stanęliśmy w Troi.
A właściwie – w tym, co pozostało z miast, które przez tysiące lat powstawały w tym samym miejscu.
Troja istniała naprawdę
I tutaj zaczyna się najciekawsze.
Bo Troja jest jednocześnie miejscem prawdziwym i legendarnym.
Przez stulecia ludzie zastanawiali się, czy miasto opisane przez Homera w Iliadzie rzeczywiście istniało. Dzisiaj wiemy, że na wzgórzu Hisarlık w północno-zachodniej części dzisiejszej Turcji przez około cztery tysiące lat rozwijały się kolejne osady i miasta.
Archeolodzy odkryli tam wiele nakładających się na siebie warstw zabudowy, tradycyjnie określanych jako Troja I, Troja II i kolejne, aż do Troi IX.
Miasto było niszczone przez pożary, trzęsienia ziemi i prawdopodobnie konflikty, a później odbudowywane. Jedna Troja powstawała więc niejako na drugiej.
Dzisiaj stanowisko archeologiczne Troi znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Ale czy jedna z tych warstw jest właśnie Troją króla Priama, Hektora, Parysa i pięknej Heleny?
Tutaj odpowiedź przestaje być taka prosta.
Homer, Helena i wojna, która być może się wydarzyła
Według legendy wszystko zaczęło się od Heleny – żony króla Sparty Menelaosa – która znalazła się w Troi za sprawą trojańskiego królewicza Parysa.
Grecy ruszyli pod Troję.
Rozpoczęło się oblężenie, które według tradycji trwało dziesięć lat. W opowieściach o wojnie pojawiają się bohaterowie, których imiona znamy do dzisiaj: Achilles, Hektor, Agamemnon, Priam, Parys i Odyseusz.
Homer uczynił ich nieśmiertelnymi.
Tyle że Iliada nie jest kroniką historyczną. To wielki poemat, który powstał wiele stuleci po czasach, w których mogły rozgrywać się wydarzenia stanowiące jego inspirację.
Co więcej, sama Iliada nie opowiada o koniu trojańskim i zdobyciu miasta. Kończy się wcześniej – pogrzebem Hektora. Historia podstępu i upadku Troi jest częścią szerszej tradycji opowieści o wojnie trojańskiej.
Czy zatem wielka wojna rzeczywiście się odbyła?
Nie wiemy.
Archeologia potwierdza istnienie ważnego miasta w tym miejscu i jego kontakty ze światem egejskim. Nie potrafi jednak udowodnić, że wydarzenia przebiegały tak, jak opowiadają starożytne legendy.
I chyba właśnie to czyni Troję jeszcze bardziej fascynującą.
A co z koniem trojańskim?
To oczywiście najbardziej znany fragment całej historii.
Grecy nie mogąc zdobyć miasta, mieli zastosować podstęp wymyślony przez Odyseusza.
Zbudowali ogromnego drewnianego konia. W jego wnętrzu ukryli wojowników, a pozostała część armii odpłynęła – a przynajmniej stworzyła takie wrażenie.
Trojanie uznali konia za dar i wprowadzili go za mury.
Nocą ukryci wojownicy wyszli z jego wnętrza, otworzyli bramy miasta, a grecka armia powróciła.
Troja upadła.
Piękna historia.
Tylko czy wydarzyła się naprawdę?
Tego również nie wiemy.
Nie istnieje archeologiczny dowód na to, że drewniany koń kiedykolwiek stał pod murami Troi. Jest częścią legendy przekazywanej przez tysiące lat.
Ale legenda okazała się tak silna, że określenie „koń trojański” funkcjonuje do dziś. Nawet we współczesnym świecie komputerów oznacza coś, co pozornie wygląda niewinnie, a w rzeczywistości ukrywa w sobie zagrożenie.
Ponad trzy tysiące lat później Odyseusz nadal więc wygrywa swoim podstępem.
Człowiek, który chciał odnaleźć Troję
W XIX wieku legenda zafascynowała Heinricha Schliemanna – niemieckiego biznesmena i poszukiwacza starożytności.
Nie był jednak pierwszym człowiekiem, który wskazał właściwe miejsce.
Ogromne znaczenie miał Frank Calvert, mieszkający w tym regionie brytyjski dyplomata i archeolog amator. Był przekonany, że pozostałości Troi znajdują się właśnie na wzgórzu Hisarlık i prowadził tam wcześniejsze badania. To on pomógł przekonać Schliemanna, że właśnie tam należy rozpocząć wielkie wykopaliska.
Schliemann ruszył z pracami w 1870 roku.
Był człowiekiem ogromnej pasji, ale jego metody z dzisiejszego punktu widzenia były brutalne. Przekopując wzgórze w poszukiwaniu „Troi Homera”, zniszczył część młodszych warstw stanowiska.
W 1873 roku znalazł jednak niezwykły zbiór złotych i srebrnych przedmiotów.
Nazwał go „Skarbem Priama”.
Był przekonany, że odnalazł bogactwa legendarnego króla Troi.
Dzisiaj wiemy, że się pomylił.
Znaleziska pochodziły z dużo wcześniejszej epoki – około tysiąca lat przed czasem, w którym mogłaby rozegrać się wojna stanowiąca tło opowieści Homera.
Legenda po raz kolejny pomieszała się z historią.
I wtedy przyjechaliśmy my
Oczywiście na początku lat dziewięćdziesiątych nie zastanawialiśmy się nad tym wszystkim aż tak dokładnie.
Przyjechaliśmy zobaczyć Troję.
Tę Troję.
Z Achillesem, Hektorem, Heleną, Odyseuszem i drewnianym koniem gdzieś z tyłu głowy.
Przed wejściem stała wielka drewniana rekonstrukcja konia trojańskiego.

„Koń trojański” jest wielki
Oczywiście weszliśmy do środka.
Mamy nawet zdjęcia Krysi wyglądającej z niewielkiego okienka konia. Patrząc na nie po ponad trzydziestu latach, trudno się nie uśmiechnąć.
Dzisiaj zrobilibyśmy zapewne kilkadziesiąt fotografii. Telefonem, z każdej strony. Może nakręcilibyśmy film.
Wtedy każde zdjęcie kosztowało.
Trzeba było założyć film do aparatu, a później dobrze się zastanowić, zanim nacisnęło się spust migawki. Dopiero po powrocie i wywołaniu filmu człowiek dowiadywał się, czy fotografia w ogóle wyszła.
Dlatego mamy ich niewiele.
Ale mamy.
I po tylu latach ich wartość jest dla nas większa niż wtedy.

Krysia w „koniu trojańskim”

Krysia w „koniu trojańskim” przy oknie
Ruiny, które trzeba zobaczyć wyobraźnią
Sama Troja może niektórych turystów zaskoczyć.
Nie ma tutaj monumentalnych świątyń stojących do dzisiaj ani całych ulic starożytnego miasta, którymi można spacerować jak w Pompejach.
Są fragmenty murów, kamienie, fundamenty i pozostałości budowli pochodzących z różnych okresów.
Kiedy patrzy się tylko oczami, można pomyśleć:
To wszystko?

Ruiny Troi

Ruiny Troi
Ale Troję trzeba oglądać trochę inaczej.
Trzeba uruchomić wyobraźnię.
Pomyśleć, że ludzie mieszkali tutaj tysiące lat temu. Budowali domy, handlowali, wychowywali dzieci, bronili miasta, tracili je i ponownie odbudowywali.
A później powstała opowieść tak potężna, że przetrwała tysiące lat.
My spacerowaliśmy wśród tych ruin ponad trzydzieści lat temu. Na naszych starych fotografiach zostały fragmenty murów, studnia, pozostałości budowli i miejsca, które wtedy próbowaliśmy dopasować do historii znanej z książek.
I został jeszcze jeden kawałek papieru.
Bilet.

Trochę historii, trochę mitu i bardzo dużo wyobraźni
Dzisiaj, wracając do tej podróży po ponad trzydziestu latach, patrzymy na Troję trochę inaczej.
Wiemy już, że nie możemy powiedzieć:
„Tutaj stał koń trojański”.
Nie możemy wskazać kamienia i stwierdzić:
„Tędy przechodził Achilles”.
Nie wiemy nawet, czy ludzie znani nam z opowieści Homera rzeczywiście istnieli.
Ale wiemy, że Troja istniała.
Że przez tysiące lat żyli tam prawdziwi ludzie.
I że gdzieś na styku ich historii oraz opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie narodził się jeden z największych mitów naszej cywilizacji.
Może właśnie dlatego warto odwiedzać takie miejsca.
Nie zawsze po to, żeby znaleźć odpowiedzi.
Czasami po to, żeby stojąc pośród kilku starych kamieni, przez chwilę zobaczyć coś, czego już od tysięcy lat nie ma.
My mieliśmy szczęście.
Byliśmy tam, widzieliśmy i nawet wino piliśmy. 😊
Krysia i Marek
